poniedziałek, 26 września 2016





Witajcie. Wiem, że wielu z was zawiodłam i uwierzcie mi, że nie jestem z siebie dumna i możecie na mnie krzyczeć i wyzywać - biorę to wszystko na klatę. Jestem winna bez dwóch zdań.  Należą wam się wyjaśnienia, które mam nadzieje, chociaż trochę zrozumiecie. Na wiosnę wychodzę za mąż i z tego powodu przez ostatnie miesiące pracowałam po 10,12 godzin dziennie, a wolne chwile ( których nie miałam zbyt wiele) spędzałam z bliskimi. Nie w głowie miałam pisanie, wena uciekła na rzecz stresu i przemęczenia. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i przede wszystkim zrozumiecie. Nie przedłużając zapraszam na długo wyczekiwany rozdział.



Rozdział 43

Przez moment zapanowała cisza.  Niemal czuć było napięcie unoszące się w powietrzu. Aria jeszcze raz zerknęła na Jacka, który zacisnął usta w wąską linię. Z pewnością nie wyglądał na zadowolonego. Nie miała zielonego pojęcia, skąd u niego tyle emocji.
- Jack, dawno Cię tu nie widziałam - odezwała się aksamitnym głosem blondynka, posyłając chłopakowi słodki uśmiech, którego nie odwzajemnił. Z grobową miną wpatrywał się w przybyłą dwójkę, nie kryjąc niezadowolenia, wyraźnie malującego się na jego twarzy.
Pani profesor najwyraźniej nie przejęła się jego reakcją, bo z jej pomalowanych na czerwono ust nie schodził uśmiech. Skierowała swój wzrok na Arię,  marszcząc idealnie wydepilowane brwi. Przez chwili na jej twarzy zagościło zaskoczenie, które niemal natychmiast zniknęło.
- Douglas, poznaj Arię Washey, dzięki której Jack w końcu zrozumiał ekonomię - powiedziała dosadnie, obdarzając brunetkę kolejnym uśmiechem, obnażającym idealnie proste zęby.
Przystojny mężczyzna u jej boku, obrzucił ją spojrzeniem. Przez dobre parę sekund taksował ją chłodnymi, błękitnymi oczami, które wyglądały prawie tak samo jak...
- Miło mi poznać. Douglas Fayes - powiedział stanowczym głosem, na co Aria o mało, nie otworzyła szeroko ust ze zdziwienia. Już sam fakt, że stała w windzie z Jackiem był wyjątkowo dziwny. To, iż znalazła się tam ich nauczycielka rachunkowości również nie należało do normalnych. Ale to, że znalazł się tam ojciec Fayesa przebijało wszystko. Nie mogło być dziwniej.
- Cieszę się, że zdołałaś nauczyć czegoś mojego syna. Powoli traciłem nadzieję - dodał mężczyzna, nie kryjąc złośliwego uśmiechu. Aria uniosła wysoko brwi, zdając sobie sprawę z przepaści panującej między ojcem, a synem. Wszystko wskazywało na to, że stosunki między nimi nie należały do najlepszych. Zastanawiała się skąd taka niechęć w głosie starszego Fayesa. Nie wyczuła ani krzty więzi między nimi, a jedynie wielki mur, który zdawał się nie do przebicia.
Od jakiejkolwiek odpowiedzi, uratował ją dźwięk windy. Opuścili małe pomieszczenie, wchodząc do oświetlonej portierni.
- Musimy iść – powiedział natychmiast Jack, gwałtownie łapiąc Arię za rękę.
- Widzimy się jutro na lunchu – poinformował starszy mężczyzna, nie siląc się na jakikolwiek miły gest, bądź uśmiech. Surowym wzrokiem objął sylwetkę Jacka, nawet przez moment nie patrząc na jego towarzyszkę, która w tym momencie miała ochotę wykrzyczeć mu w twarz jak beznadziejnym jest ojcem.
Brunet skrzywił się lekko, po czym niemrawo kiwnął głową.
Elena natomiast, wyglądała jakby nie zdawała sobie sprawy z tej obustronnej niechęci. Na jej twarzy wciąż gościł promienny uśmiech. Aria zastanawiała się, co kryję się pod tą maską. Pani Harrison zdecydowanie nie wzbudzała w niej zaufania. Czuła, że za jej zachowaniem coś się kryję. Albo jej się wydawało, albo ten uśmiech pozbawiony był jakiejkolwiek szczerości.
- Do zobaczenia – powiedziała lekko blondynka, po czym odwróciła się w kierunku starszego Fayesa i szepnęła mu coś na ucho.





- To było dziwne spotkanie – podsumowała brunetka, gdy znaleźli się przed budynkiem. Chłodny, listopadowy wiatr przyjemnie smagał jej zarumienioną twarz. Westchnęła przeciągle, po czym spojrzała na Jacka, który wyglądał na głęboko zamyślonego. Stał bez ruchu, marszcząc lekko brwi.
- Nie wiedziałam, że Twój ojciec spotyka się z naszą nauczycielką – ponownie rozpoczęła rozmowę, patrząc na niego niepewnie. Domyślała się, że temat jego rodziciela nie należy do najprzyjemniejszych. Mimo tego, zdecydowała się go podjąć. Ciekawość zwyciężyła.
Brunet skierował na nią wzrok przepełniony konsternacją. Następnie uśmiechnął się z przekąsem i gestem wskazał, by udali się w stronę akademika. Przez chwilę spacerowali w ciszy.
- Też nie wiedziałem – powiedział w końcu, nie siląc się na nic więcej. Ta odpowiedź zdecydowanie nie wystarczyła Arii. Przez te kilkanaście godzin zmieniło się wiele. Teraz, chciała wiedzieć o nim wszystko i była niemal pewna, że coś przed nią ukrywa.
- Coś się między Wami wydarzyło? – zapytała, nie dając za wygraną. Nie była pewna, czy Jack coś zdradzi. Nie należał do wylewnych osób i choć ich znajomość znacznie się pogłębiła, to miał prawo nie mówić jej wszystkiego. Postanowiła jednak spróbować.
- Masz na myśli ojca czy Elenę? – zapytał nad wyraz beztrosko, chowając wszystkie emocje gdzieś głęboko. Jack Fayes robił co mógł, by ukryć swoje uczucia. Potrafiła już nawet stwierdzić, w którym momencie.
- Elenę? Nie wiedziałam, że jesteś z nią tak blisko – odparła chłodno, za nim zdążyła się zastanowić. 
Brunet spojrzał na nią z uśmiechem, tym samym wywołując u niej trzepot tysięcy motylków w brzuchu. Czuła jak na jej twarzy wykwitają rumieńce. W tej chwili pozazdrościła mu talentu do skrywania swoich emocji. Ona była w tym beznadziejna.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? – zapytał, patrząc na nią badawczo. Ten wzrok, spowodował, że przez chwilę nie była pewna, czy naprawdę jest gotowa na szczere wyznanie.
- Z pewnością będę tego żałować, ale mów – podjęła ostateczną decyzję, przyglądając mu się niepewnie. Wciąż trzymali dystans, idąc obok siebie jak gdyby nigdy nic. Co prawda, nie oczekiwała, że Jack czym prędzej zmieni status na Facebooku, jednak po wspólnie spędzonej nocy miała nadzieję na coś więcej, choć cholernie się tego bała.
- Elena była moją sąsiadką od samego początku. Jak tylko ją zobaczyłem, postanowiłem, że muszę ją zdobyć. Oczywiście, chodziło mi tylko o seks. Długo starałem się o jej zainteresowanie. Wiedziałem, że ona też chce czegoś więcej, jednak za każdym razem zbywała mnie tym samym. Jej żelazną zasadą było nie umawianie się ze studentami. Zgrywała trudną do zdobycia, ale byłem pewien, że to tylko kwestia czasu. Każda kobieta, która odmawia, sprawia, że facet jeszcze bardziej jej pragnie i tak też było. Pewnego wieczoru wybraliśmy się z Markiem do klubu. Spotkałem ją tam i nie było już odwrotu. Wróciłem z nią do domu. Następnego dnia dowiedziałem się, że będzie prowadziła zajęcia z rachunkowości. To, z pewnością nie było częścią mojego planu – Jack skrzywił się lekko, po czym spojrzał na brunetkę z pewną dozą niepewności, która kompletnie do niego nie pasowała.
Aria otworzyła usta, po czym niemal natychmiast je zamknęła, zastanawiając się nad odpowiedzią. Fakt, iż Fayes uprawiał seks z Eleną Harrison, całkowicie wytrącił ją z równowagi. Nie dość, że była nieziemsko piękna, to była ich nauczycielką. Na domiar złego najwyraźniej spotykała się z jego ojcem, co było już kompletnie pogmatwane. Aria zaczęła żałować, że poznała prawdę. Oczami wyobraźni widziała idealną Elenę, całującą namiętnie Jacka. Zrobiło jej się słabo.
- Po jakimś czasie dowiedziałem się, że mój ojciec spotyka się z Harrison. Przyznaję, że było to dla mnie szokiem. Jeszcze bardziej się zdziwiłem, gdy okazało się, że chce się z nią ożenić. Wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Na przyjęciu zaręczynowym podsłuchałem jak rozmawia przez telefon z pewnym mężczyzną, który jak później się okazało był największym wrogiem ojca. Postanowiłem działać, póki nie było za późno. Przeprowadziliśmy śledztwo z Markiem. Wszystko wskazywało na to, że Elena chce pogrążyć Fayes Company. Pojechałem do ojca i wszystko mu opowiedziałem. Nie był ani trochę zdziwiony. On i Harrison wszystko zaplanowali. Zaaranżowali zaręczyny. Tamten facet miał myśleć, że Elena jest z nim tylko dla pieniędzy. Razem mieli pogrążyć mojego ojca. To miała być zemsta za porachunki sprzed lat. Nie znam dalszych szczegółów, ale udało im się mu przeszkodzić. Najwyraźniej ta misja ich do siebie zbliżyła – Na twarzy bruneta ponownie zagościł grymas niezadowolenia.
- Jesteś zazdrosny ? – zapytała bez zastanowienia, wciąż myśląc tylko o Jacku i Elenie i ich splecionych ciałach. Była wściekła, choć wiedziała, że całe zajście miało miejsce wtedy, gdy była jeszcze z Danielem i wyzywała Fayesa od najgorszych.
- Dlaczego miałbym być zazdrosny o Elenę? – zmarszczył brwi, patrząc na nią z niezrozumieniem.
- No wiesz… Jest piękna i coś się między wami wydarzyło więc.. – starała się, by jej głos brzmiał obojętnie, jednak kompletnie jej to nie wyszło.
Jack spojrzał na nią z rozbawieniem, zatrzymując się przy barierce schodów, prowadzących do akademika.
- Albo mi się wydaję, albo to ty jesteś zazdrosna – powiedział wprost, świdrując ją spojrzeniem błękitnych tęczówek. Patrząc w te cholerne, niebieskie oczy, nie potrafiła się nie zarumienić.
- Nie jestem zazdrosna. Stwierdzam tylko fakty – burknęła ze złością, wiedząc, że i tak oboje znają prawdę.
- Posłuchaj mnie uważnie – odezwał się z powagą, podchodząc do niej niebezpiecznie blisko. Poczuła jego zapach, który niemal natychmiast obudził w niej pożądanie i spowodował lekki zawrót w głowie.
Przybliżył się jeszcze bardziej, tak, iż jej ciało oparło się o zimną, metalową barierkę. Był tak blisko, że czuła jego gorący oddech na twarzy. Już zdążyła zatęsknić za tą bliskością, o której marzyła przez cały dzień.
- Elena Harrison kompletnie mnie nie interesuje. Co więcej, nie obchodzi mnie żadna inna kobieta na tym świecie. Kiedy w końcu dotrze do Twojej pięknej główki, że oszalałem na Twoim punkcie? Nie widzę nikogo oprócz Ciebie i nie chce widzieć. Przez cały dzień chciałem Ci udowodnić, że nie chodzi mi tylko o seks, a uwierz mi, co sekundę chciałem zedrzeć z Ciebie te legginsy. Doceń moje poświęcenie, bo niemal zwariowałem. Teraz też ledwo się powstrzymuję, by nie zrobić tego nawet tutaj – dotknął językiem jej nagiej szyi, na co westchnęła cicho. Czuja się upojona jego słowami i nie marzyła o niczym więcej. Jack Fayes dawał jej szczęście, o którym nawet nie śniła. Powodował, że co rusz odkrywała emocje, o których wcześniej nie miała pojęcia. Jak inaczej miała nazwać o uczucie, kiełkujące w niej od dłuższego czasu? Nie potrafiła już oszukiwać samej siebie. Wszystko było nad wyraz jasne.
- Twoje ignorowanie mnie przez cały dzień było naprawdę wkurzające – przyznała otwarcie, ucząc się bezpośredniości od samego jej mistrza.
Jack uśmiechnął się zwycięsko, po czym pocałował ją lekko w usta.
- Udowodnię Ci, że to coś więcej – powiedział krótko, po czym odsunął się, by wyjąć z kieszeni małe czerwone pudełeczko, które wcisnął jej w dłonie.
- Jeszcze raz wszystkiego najlepszego – wyszeptał tajemniczo, po czym skierował się w kierunku wejścia, zostawiając ją samą. Jak zwykle zresztą.



Chłodny listopadowy wiatr wcale jej nie przeszkadzał. Z wciąż zarumienionymi policzkami wpatrywała się w czerwone pudełeczko, które trzymała w dłoni. Otworzyła je, nieświadomie wstrzymując oddech. Na białej aksamitnej poduszeczce, znajdował się złoty naszyjnik z niewielką prostokątną blaszką. Widniał tam jakiś napis, w nieznanym jej języku. Westchnęła z niezadowoleniem. Jack Fayes jak zwykle postanowił sprawić, by umierała z ciekawości. To było bardzo w jego stylu. Uśmiechnęła się lekko, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po całym ciele. Na wciąż miękkich nogach, udała się do akademika. Odnalazła w torebce klucz do pokoju i delikatnie przekręciła zamek. Otworzyła drzwi i niemal krzyknęła, widząc Silver, stojąc przy samym wejściu, z ostentacyjnie założonymi rękami.
- Oszalałaś? Prawie dostałam zawału! – zawołała wciąż przestraszona, odruchowo kładąc rękę na sercu.
- I kto to mówi! To nie ja zaginęłam na całą noc i cały dzień praktycznie bez znaku życia! Mogłaś umrzeć, a ja nawet, bym o tym nie wiedziała! – Silver posłała jej oskarżycielskie spojrzenie, które tylko rozbawiło Arię.
- Dobrze wiedziałaś gdzie jestem. Chyba, że podejrzewałaś, że Jack jest seryjnym mordercą i poćwiartuję mnie na kawałki.
- Wcale bym się nie zdziwiła. Od samego początku wydawał mi się podejrzany. Jego oczy mnie przerażają – odpowiedziała z powagą blondynka, siadając na swoim łóżku, po czym rozkazującym gestem nakazała Arii uczynić to samo
- Uprawialiście seks? – zapytała bez ogródek, gdy tylko brunetka usiadła obok niej. Aria zmarszczyła lekko brwi, wciąż nie przyzwyczajona do tak bezpośrednich rozmów. Nigdy nie miała przyjaciółki, której zwierzałaby się z tak intymnych zdarzeń.Teraz, patrząc na natarczywy wzrok swojej współlokatorki, wiedziała, że zmiana tematu nie wchodzi w grę.
- Tak jakoś wyszło.
- Tak jakoś wyszło?
- No.
- Aha.
Przez chwilę zapanowała cisza, po czym Silver wybuchnęła głośnym śmiechem, który Aria skwitowała morderczym spojrzeniem.
- W końcu! Biedny Fayes. Podziwiam jego cierpliwość. Długo kazałaś mu na siebie czekać.
- Czego nie można powiedzieć o Tobie i Dawsonie – skwitowała złośliwie Aria, obserwując blondynkę, która od niechcenia wzruszyła ramionami.
- Nie przypominaj mi o nim. Dopiero stąd wyszedł. Mam go dość.
- Był tutaj? – Aria odruchowo wstała z łóżka swojej współlokatorki, patrząc na nie z obrzydzeniem.
- Mam nadzieję, że nie robiliście tego na moim łóżku, ani na innym miejscu, które nie jest do tego przeznaczone – powiedziała, wpatrując się ze strachem w kuchenny stół.
- Spokojnie, byliśmy wyjątkowo grzeczni – uspokoiła ją Silver, jednak brunetka postanowiła usiąść na swoim łóżku, nie do końca jej wierząc.
- Co to za pudełko? – dodała z ciekawością, na co Aria podała jej prezent urodzinowy.
- Dostałam od Jacka. Nie mam pojęcia, co jest tam napisane.
Silverstone delikatnie wyciągnęła naszyjnik, mrużąc oczy, by odczytać napis.
- Nie znasz francuskiego? – zapytała z uśmiechem, co jeszcze bardziej wzmogło jej ciekawość.
- Nigdy się nie uczyłam. Umiesz to przetłumaczyć?
- Kochana, spędziłam całe lato w towarzystwie przystojnego francuza na obrzeżach Paryża. Nauczył mnie wielu słów i nie tylko – uśmiechnęła się na to wspomnienie, po czym spojrzała z powagą na Arię.
- Fayes naprawdę stracił dla Ciebie głowę – powiedziała tajemniczo, najwyraźniej chcąc, by Aria Washey umarła z ciekawości.
- Zabiję Cię, jak natychmiast nie powiesz mi, co to znaczy!
- Nie mam na tyle siły, by trzymać się z dala od Ciebie – wyrecytowała blondynka, po czym spojrzała na nią z nieskrywaną ciekawością.
- Jack Fayes jako romantyk. Świat oszalał – dodała Silver, unosząc wysoko brwi ze zdziwienia.
- Ja chyba też oszalałam – wyszeptała Aria, kładąc się na wznak na łóżku. Serce niemal nie wyskoczyło jej z piersi.




***
-Przez Silver zawiodłem drużynę. Przegraliśmy- poinformował załamanym głosem Mark, gdy Jack pojawił się w pokoju. Brunet spojrzał z politowaniem na przyjaciela, który z rozpaczą wpatrywał się w monitor swojego laptopa. Fakt, iż Dawson opuścił snajperską rozgrywkę, na rzecz spotkania z nieokiełznaną Silverstone był wręcz zadziwiający. Taka sytuacja jeszcze nigdy nie miała miejsca. Mark potrafił opuścić ważny egzamin, uroczystość rodzinną a nawet imprezę, byle tylko nie zawieść swoich internetowych kumpli. To, co się wydarzyło było z pewnością niezwykle przełomowym wydarzeniem w życiu Marka Dawsona.
- To po co się z nią spotkałeś? – zapytał wprost Jack, nie siląc się na żadne podchody, które nie były kompletnie w jego stylu.
- Sam nie wiem. To było silniejsze ode mnie. Jakiś wewnętrzny głos kazał mi tam pójść, a jak już ją zobaczyłem… Cholerna Silver. Wystarczyło, że na nią spojrzałem i jakimś cudem zapomniałem o drużynie – Mark wyglądał na całkowicie oszołomionego, jakby nie mógł uwierzyć, że postąpił w ten sposób.
Jack też nie dowierzał, lecz był w stanie zrozumieć przyjaciela. Jeszcze parę miesięcy temu nie uwierzyłby, gdyby ktoś powiedział mu, że spędzi tyle czasu z jedną kobietą. Co lepsze, przez cały dzień nie próbował nawet jej dotknąć, a takie zachowanie zupełnie do niego nie pasowało.  Tak Wiele się zmieniło.
- Co się z nami stało? Gdzie się podziali, żądni przygód mężczyźni? Kiedy przestaliśmy poszukiwać nowych, seksualnych wrażeń? Dlaczego w naszym łożu jest tylko jedna kobieta? – zawołał podniosłym głosem blondyn, teatralnie unosząc ręce ku górze.
Jack spojrzał na niego z rozbawieniem, również zadając sobie te pytania.
- Chyba się starzejemy – powiedział tylko, choć odpowiedź była zupełnie inna.




***
Aria z niezadowoleniem spojrzała na swoje notatki, a raczej na ich brak, gdyż przez pół godziny zdołała zapisać w nich tylko jedno słowo. Nie potrafiła skupić się na zajęciach, choć do tej pory architektura pochłaniała ją bez reszty. Dzisiaj było inaczej. Bez przerwy jej myśli krążyły w okół bruneta, o nieziemsko błękitnych oczach. Wciąż wracała do wydarzeń z nocy duchów. Z nocy, której miała już nigdy nie zapomnieć. Z nocy, która zmieniła wszystko. Nadal nie mogła uwierzyć, że posunęła się tak daleko. Jeszcze bardziej zadziwiał ją fakt, iż tak wiele poczuła. Nigdy nie myślała, że seks może być tak intensywny, cudowny, wyjątkowy. Bała się tych emocji, a zarazem czuła niezwykłe podekscytowanie. Nie miała zamiaru dalej się oszukiwać. Dobrze wiedziała, że zakochała się w Fayesie, a to przerażało ją najbardziej. Jack nie był facetem dla niej. Gdy dowiedziała się, że spał z Eleną Harrison, powinna uciekać gdzie pieprz rośnie. Nie mogła mieć pewności, że nie pojawi się kolejna kobieta. Niestety było już za późno. Nie była w stanie o nim zapomnieć, choć taka opcja mogła uratować ją przed nieuchronnym cierpieniem. Bardzo chciała wierzyć, że się zmienił i prawie wierzyła, jednak jej podświadomość podpowiadała jej , by była ostrożna. W końcu to Jack Fayes.
Aria spojrzała na Silver, która z miną męczennika bazgrała długopisem w zeszycie. Jej notatki bardziej przypominały rysunki sześciolatki, niż analizę stylu barokowego. Najwyraźniej blondynka była myślami gdzieś indziej, zupełnie jak ona.
Po skończonych zajęciach, Aria z żalem spojrzała w swój zeszyt, w którym nie pojawiło się już ani jedno słowo więcej. Z trzaskiem zamknęła notatnik, wrzucając go do czarnego plecaka. Westchnęła cicho. Nie była przyzwyczajona do nieuważania na zajęciach, szczególnie tych, które szczerze ją interesowały. Winny był tylko jeden i ów winowajca właśnie stał na korytarzu, wpatrując się w nią z wielką intensywnością.
Spojrzała na niego z niepewnością. Nie do końca wiedziała jak ma się zachować. Jack natomiast patrzył na nią bez mrugnięcia oka, a w jego tęczówkach widziała jawne rozbawienie.
Podeszła do niego niespiesznie, nie wiedząc czemu, zachowując bezpieczną odległość.
- Cześć – odezwał się pierwszy, uśmiechając się przy tym nieziemsko. Cholera, dlaczego on był taki przystojny? Ciemne, niemal czarne włosy jak zwykle żyły własnym życiem, lekko opadając mu na czoło. Szara koszulka i ciemne dżinsy prezentowały się idealnie na jego umięśnionym ciele, które bez ubrań wyglądało jeszcze lepiej. Gdy zerknęła na jego usta, przez moment miała ochotę rzucić się na niego, nie zważając, iż w koło jest mnóstwo ludzi. Jak zwykle wariowała, kiedy był tuż obok.
- Naprawdę lubię jak tak na mnie patrzysz – dodał bez ogródek, podchodząc znacznie bliżej. Uwielbiała jego cytrusowy zapach.
- A jak patrze? – zapytała tak cicho, że tylko on mógł to usłyszeć.
- Jakbyś chciała ze mną robić różne ciekawe rzeczy – wyszeptał jej wprost do ucha, na co kolana momentalnie jej zmiękły. Przestało ją obchodzić, że niektórzy studenci przyglądają im się z niekrytą ciekawością. Swoją drogą był to zapewne interesujący widok. Znany ze swoich podbojów Jack Fayes i nawiedzona Aria. Nic tutaj nie pasowało.
- Nie pochlebiaj sobie – odpowiedziała zaczepnie, starając się zachować zdrowe zmysły. Kątem oka zauważyła Nicka Lotisa, który patrzył na nich dziwnie. W tej chwili nic ją to nie obchodziło.
- Ja tam chciałbym robić z Tobą różne, ciekawe rzeczy i wcale się tego nie wstydzę – burknął, udając obrażonego, po czym na jego twarzy niemal natychmiast pojawił się uśmiech.
- Idziemy się przejść? – dodał wesoło, na co Aria kiwnęła powoli głową. Nie potrafiła mu odmówić. Już nie.
Ruszyli w kierunku wyjścia, co rusz odprowadzani ciekawskimi spojrzeniami.
- Albo mi się wydaje, albo wzbudzamy sensację – stwierdził Jack, wypatrując w tłumie Lotisa, który nie wyglądał na zbyt zadowolonego.
- Nie są przyzwyczajeni do takich widoków. Zazwyczaj widują Cię z blondynkami ze sztucznym biustem – powiedziała złośliwie, nie mogąc się powstrzymać. Dobrze wiedziała, że brunet będzie wiedział kogo ma na myśli.
Na jej słowa Jack natychmiast się zatrzymał, patrząc na nią z zirytowaniem, na co Aria tylko wzruszyła ramionami. Nie potrafiła udawać, że wcale, ale to wcale jej to nie przeszkadza.
- To niech przyzwyczają się do tego widoku.
Nie zdążyła zareagować, gdy przyciągnął ją do siebie, złączając ich usta w delikatnym pocałunku, który trwał zdecydowanie za krótko, lecz wystarczająco długo, by zdążyło zakręcić jej się lekko w głowie.
- Teraz nikt nie będzie miał wątpliwości, że jesteś nietykalna.
- Mówisz tak, jakbym była Twoją własnością – powiedziała z oburzeniem, choć w duchu skakała z radości jak opętana.
- Możliwe.
Aria prychnęła cicho, nie wiedząc jak odpowiedzieć na jego słowa. Fakt, że pocałował ją na środku korytarzu, przy wielu znajomych zrobił na niej niemałe wrażenie.
- Chodźmy coś zjeść – zarządził stanowczo, po czym skierował się do wyjścia, nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Przez chwilę stała jak zamurowana, wciąż zszokowana całym zajściem. Nie mogła uwierzyć, że pocałował ją przy wszystkich, a teraz jak gdyby nigdy nic proponuję wspólny posiłek. Do takich zdarzeń nie było łatwe przywyknąć, tym bardziej, gdy dotyczyły one tego oto osobnika.
W końcu ruszyła przed siebie i dostrzegła Jacka, który stał na schodach i wpatrywał się w nią z lekkim zniecierpliwieniem.
- Już myślałem, że uciekłaś – powiedział dosadnie, a następnie ruszył wolnym krokiem dalej.
- Przeszło mi to przez myśl – stwierdziła złośliwie, dorównując mu kroku. Na jej słowa Jack spojrzał na nią spod przymrużonych powiek i pokręcił głową.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo, choćbyś chciała. A dobrze wiem, że tego nie chcesz – odparł pewnie, patrząc jej prosto w oczy. Nieświadomie wstrzymała oddech, walcząc z wielką chęcią, by rzucić się na niego w samym środku miasta. Po ostatniej nocy wciąż czuła niedosyt. Chciała więcej,a ta myśl niezwykle ją przerażała.
- Nie patrz tak na mnie, bo nie wytrzymam i zaciągnę Cię w jakiś ciemny zaułek – wyszeptał jej wprost do ucha, a jego gorący oddech spowodował, że zakręciło jej się w głowie. Pulsujące w niej pożądanie, było niemal nie do zniesienia.
- Do prawdy? – spojrzała na niego wyzywająco, niewinnie przegryzając wargę. Jego wzrok momentalnie zatrzymał się na jej ustach, by następnie spojrzeć wprost w jej oczy. Niebieskie tęczówki płonęły.
- Sama tego chciałaś – mruknął niższym niż zwykle głosem, łapiąc ją mocno za rękę. Błyskawicznie znaleźli się na tyłach jakiejś restauracji i w takim samym tempie Jack przygwoździł jej ciało do ściany budynku.
Gdy przylgnął do niej całym sobą, poczuła, że jest podniecony, na co z jej ust wydobył się cichy jęk. Przymknęła lekko oczy, wdychają c jego zapach.
- Czujesz jak na mnie działasz? – wyszeptał zachrypniętym głosem i naparł na nią jeszcze bardziej. Jego twarda męskość powodowała, że Aria traciła zmysły i oddychała coraz ciężej.
- Tylko na mnie spojrzałaś,a ja już mam ochotę zedrzeć z Ciebie ubrania – dodał z lekkim zdziwieniem w głosie, jakby sam nie mógł w to uwierzyć. Aria też nie mogła. Jeszcze nigdy, w całym jej życiu żaden mężczyzna tak jej nie pożądał. Po raz pierwszy uwierzyła w swoją atrakcyjność. Uwierzyła, że może być pożądana. A fakt, że działała tak na Fayesa, doprowadzał ją do czystego szaleństwa.
- Zrób to – odezwała się Aria, wciąż na pół przytomna z podniecenia, którego ogarnęło całe jej ciało.
- Uwierz mi, że nie marze o niczym innym, ale na dworze jest jakieś pięć stopni i nie chce, żebyś się rozchorowała – powiedział poważnie, a Aria spojrzała na niego, po czym wybuchnęła głośnym śmiechem. Nie mogła przestać się śmiać, czując jak całe jej ciało trzęsie się z rozbawienia. Przez łzy dostrzegła minę Jacka, która wyrażała głęboką konsternację.
- Co Cię tak bawi? – zapytał z oburzeniem, wpatrując się w nią szeroko otwartymi oczami. Wyglądał przesłodko.
- Jack Fayes, największy podrywacz jakiego znam, nie chce zedrzeć ubrań z dziewczyny, bo jest za zimno i może się przeziębić. To naprawdę urocze – stwierdziła ze śmiechem Aria, ocierając łzy z policzka. Musiała przyznać, że z każdą chwilą zaskakiwał ją coraz bardziej. Poczuła falę ciepła zalewającą jej ciało. Nie spodziewała się, że brunet będzie się martwił o jej zdrowie.
Jack stał przez chwilę nieruchomo, po czym zmarszczył brwi i wzruszył ramionami. Najwyraźniej jej reakcja trochę zbiła go z tropu i przez chwilę wyglądał na zagubionego, co zupełnie do niego nie pasowało.
- Bardzo śmieszne. Chodźmy coś zjeść – powiedział wciąż nadąsany, a Aria uśmiechnęła się szeroko. Nie miała pojęcia, czemu, aż tak ją to rozbawiło, ale jego reakcja była jeszcze śmieszniejsza.
- To było naprawdę słodkie – przyznała szczerze, gdy ruszyli w stronę ulicy jak gdyby nigdy nic. Chłodne, listopadowe powietrze, umilały promyki słońca przebijające się przez chmury. Aria wciągnęła świeże powietrze do płuc, czując na sobie wzrok błękitnych tęczówek.
- Uważasz, że jestem słodki? – zapytał w końcu, przerywając milczenie, które panowało przez dłuższą chwilę.
- Nawet bardzo – odpowiedziała z uśmiechem, czując na policzkach palące rumieńce.
Również się uśmiechnął, po czym przyciągnął ją do siebie i złączył ich usta w pocałunku. Najsłodszym pocałunku na świecie. Odruchowo zarzuciła mu ręce na szyję, oddając się chwili, która mogłaby trwać wiecznie. Nie przejmowała się, że stoją na środku chodnika i ludzie mijają ich z niezadowoleniem, bądź uśmiechają się głupkowato na ich widok. Nic ją to nie obchodziło.
Czar prysł, gdy usłyszała za sobą damski głos, na którego dźwięk brunet momentalnie zesztywniał.
- Jack?